PREMIERA NOWEGO ROLLS ROYCE

Nigdy nie byłem na wydarzeniu dla żadnej tak prestiżowej marki. Możecie sobie wyobrazić moje zaskoczenie, kiedy dostałem maila z zaproszeniem. Zdarzyło się to oczywiście przez kilka szczęśliwych zbiegów okoliczności i dzięki uprzejmości, przemiłej Pani Magdy. W każdym razie, z ramienia Radia Kampus zostałem zaproszony na polską premierę pierwszego SUV-a od Rolls-Royce’a. Całe wydarzenie odbyło się w salonie tejże marki, w budynku dzielonym z salonem BMW przy ulicy Ostrobramskiej. Oba należą do firmy Auto Fus, która, o ile mi wiadomo, posiada wyłączność na sprzedaż nowych aut tego producenta w Europie Środkowo-Wschodniej.

WRÓĆMY, JAK JA TAM TRAFIŁEM?

Pewnego poranka, kiedy spokojnie zastanawiałem się nad tematami do audycji i podcastu (o nazwie Motoryzacyjny Skrót Tygodnia – koniecznie sprawdźcie) zadzwonił do mnie Marcin Klimczak, którego możecie znać, chociażby z tego powodu, że jest dosyć regularnym gościem w studiu. Zapytał się mnie czy chciałbym pójść na premierę nowego Rolls-Royce’a. Na odpowiedź nie musiał długo czekać – „Wydaje mi się, że znajdę trochę czasu rano”.

Od czasu, kiedy miałem okazję testować Mercedesa-Benz S560 w przedłużonej wersji, zastanawiałem się jak to możliwe, żeby podnieść poprzeczkę luksusu, wyciszenia wnętrza, materiałów i ogólnego poczucia „bycia ważnym” jeszcze wyżej. Z wielu przeczytanych tekstów, obejrzanych recenzji i opinii znajomych dziennikarzy wiedziałem, że ten producent to podobno potrafi. Nie do końca potrafiłem sobie to wyobrazić, także okazja, nawet zajęcia miejsca w jednym z nich w salonie była kusząca. Jak się później okazało, udało mi się zająć miejsce nawet w dwóch modelach.

DOSYĆ WSTĘPU. JAK BYŁO NA PREMIERZE?

Przed wejściem do salonu zobaczyliśmy na parkingu McLarena 720S oraz 570S, a tuż przed samym drzwiami zostaliśmy powitani widokiem nowego Phantoma oraz pięknie zachowanego modelu Silver Shadow. Drugie auto należało do kulturalnego Pana w dostojnym wieku, który jest wiernym fanem marki. Po wejściu, napiciu się kawy i poczekaniu chwili do odsłonięcia samochodu, miałem okazję sprawdzić prawdziwość moich wysokich oczekiwań względem marki Rolls-Royce.

WIELE RZECZY Z NAZWISKIEM CULINAN NA KOŃCU

Nazwa modelu wywodzi się od największego diamentu, jaki kiedykolwiek został wydobyty. Jego wymiary przed obróbką to 10×6×5 cm, a ważył 3106 karatów, czyli 621,2 gram. Jednak mnie zaciekawiło, skąd wzięła się nazwa diamentu. Okazuje się, że wywodzi się od nazwiska ówczesnego dyrektora angielskiej spółki diamentowej, sir Thomasa Culinana. Warto wspomnieć, że nie była to jedyna rzecz, jaką sir Thomas nazwał swoim nazwiskiem. Oprócz diamentu, jego nazwisko zostało wykorzystane do nazwania miasta w Republice Południowej Afryki oraz jednego z kościołów wyznania Afrykańskiego Kościoła Metodystów-Episkopalnych.

Jak widać, ambicja diamentowego magnata do nazywania rzeczy swoim nazwiskiem nie zmalała nawet po jego śmierci w 1936 roku. Teraz, co prawda pośrednio, został po nim nazwany samochód. I tylko pozazdrościć jaki. Jakoś nie chcę mi się wierzyć, żeby ktoś po mojej śmierci, nawet jeśli bym się przysłużył, nazwał luksusową limuzynę „Rolls-Royce Stachowiak”. To po prostu brzmi źle, plus większość osób miałaby problemy z poprawnym wymówieniem nazwy… Trochę mi zajmie, zanim się z tym pogodzę.

ROLLS-ROYCE CULINAN

Zewnątrz, zobaczyłem czerwonego, majestatycznego SUV-a ze sławnym dla marki grillem, tym razem z 22 „kolumnami”. Na majestatyczność auta składa się też jego długość (5,34 metra) oraz to, w jaki sposób samochód został narysowany. Jestem sobie w stanie wyobrazić, że patrząc na niego, będę czuł respekt do właściciela lub kierowcy. Jest duży, ale przy tym elegancki. Bardzo mnie kusi, żeby porównać wrażenie, jakie wywiera ten samochód do Mercedesa Klasy G. Tylko, o ile widząc G Klasę na drodze lub G500 4×4, zaczynam się trochę bać, że kierowca auta może potencjalnie zrobić mi krzywdę, o tyle tutaj zacząłbym się zastanawiać, jak bardzo ważna musi być osoba siedząca wewnątrz.

O komfort auta nie powinniśmy się martwić. Culinan bazuje na płycie swojego większego brata, modelu Phantom. Oprócz tego zostało w nim zastosowane zawieszenie hydro pneumatyczne, które podwyższa się, jeśli chcielibyśmy swoim Rolls-Roycem pojechać na pustynie lub zobaczyć z bagażnikowej ławeczki ładny zachód słońca na szczycie góry. Teoretycznie, powinien sobie poradzić z niezbędnym do pokonania piachem i błotem po drodze – W końcu jest to pierwszy model marki z napędem na wszystkie koła. Dodatkowo, posiada tylną skrętną oś, także manewrowanie po mieście powinno być łatwiejsze, a podczas podróży z większymi prędkościami auto zyska dodatkową przyczepność.

WEWNĄTRZ

Wewnątrz… Niedawno pisałem, że nie wiem, po co ktokolwiek miałby kupować coś więcej niż Mercedesa klasy S w kwestii luksusu. Przyznaje, myliłem się. Wewnątrz Rolls-Royce’a wszystko jest troszeczkę lepsze od tego, co wiedziałem w innych. Nawet gałki do zmiany różnych opcji w systemie rozrywki zostały obłożone skórą i wykonane z rewelacyjnej jakości metalu. Skóra jest delikatnie bardziej przyjemna w dotyku i miękka, niż w jakimkolwiek innym aucie. Tylny system rozrywki działa i ma szeroką gamę opcji i najważniejsze: dywaniki pod nogi. Zostały wykonane z najprzyjemniejszej wełny, jakiej dotykałem w swoim życiu. Jeśli mam być szczery, to bardzo miałem ochotę się do nich przytulić. Nie zrobiłem tego, tylko dlatego, że cała premiera była w salonie i nie byłem pewien, ile butów dywanik już widział, ale drogi Rolls-Royce, jeśli mogę dostać kocyk z tego materiału, będę bardziej niż wdzięczny.

O luksusie, prestiżu i wyjątkowości samochodu świadczą też różnego rodzaju detale. Od większych, takich jak dopracowanie ornamentu na początku maski, nazywanego przez RR „Spirit of Ecstasy”, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza „duch zachwytu” lub „duch ekstazy”. Przez mniejsze, takie jak wygrawerowanie nazwy modelu na podświetlanej listwie przy wszystkich drzwiach, zarówno tych z przodu, jak i z tyłu. Warto wspomnieć, że zostało ty wykonane w subtelny sposób. Nie jest to mocne światło, a delikatne, takie, żeby przy wchodzeniu po zachodzie słońca przypomnieć Ci, że wsiadasz do czegoś wyjątkowego, a w ciągu dnia wyglądało na tyle elegancko, aby pasowało do reszty wnętrza. Kończąc na takich małych rzeczach jak wygrawerowane „Spirit of Ecstacy” w skórze na boczkach drzwi i ustawienia klimatyzacji, które nie pokazuje „ordynarnej” temperatury, a ma ustawienie „soft” zamiast „cold” na pokrętle obsługującym klimatyzacje.

Zegary są zarysowane w aluminium, a wewnątrz nich znajduje się ekran wysokiej jakości. Wracając jeszcze do zdolności terenowych, wydaje mi się, że producenci są z tego powodu całkiem dumni, ponieważ na środku tunelu pomiędzy kierowcą a pasażerem znajduję się duży przycisk z napisem OFF-ROAD.

PODSUMOWANIE

Reasumując moje pierwsze spotkanie z marką i jej najnowszym modelem. W tekście o S560 Coupé, poznaliście moje małe marzenie z dzieciństwa. Odkąd pamiętam, takie marki mi się podobały, więc byłoby nieprawdą, gdybym powiedział, że z premiery wyszedłem znudzony i niezainteresowany. Culinan i Ghost, w którym przeprowadziłem wywiad z Frankiem Tiemannem (dostępny w następnym wpisie oraz na Soundcloud) zrobiły na mnie duże wrażenie. Nawet bardzo mnie kusi, żeby napisać całkiem mocne zdanie, w którym poinformowałbym was o tym, jak bardzo krótkie doświadczenie z Rolls-Roycem poszerzyło moją perspektywę rozumienia luksusu, ale wydaje mi się, że byłoby to niepotrzebnie patetyczne we wpisie, który i tak jest zaskakująco pozytywny. 

PS Jakby ktoś miał wątpliwości: Nie jest to wpis sponsorowany. 

PS 2 Słyszałeś może już podcast, który prowadzę razem z Patrykiem z kanału Kameralnie? Jest to rozwinięcie tematów o których rozmawiamy na antenie Radia Kampus w audycji “Motoryzacyjny Skrót Tygodnia”.

LINK DO GALRII ZDJĘĆ

Rolls-Royce Culinan

Podwójnie turbo doładowany silnik w układzie V12 o pojemności 6,75 litra, generuję 571 KM i 850 Nm już od 1,600 rpm.

Obsługuje go 8 biegowa skrzynia produkcji firmy ZF Friedrichshafen AG.

Jego cena ma się zaczynać od 325 tysięcy USD.