Menu Close

Tag: Warszawa

RENAULT CLIO R.S Trophy 220 KM EDC – AUTO STWORZONE Z PASJĄ!

            WSTĘP

            Kolejnym samochodem od mojego wyjazdu i obietnicy, że każdy następny tekst tutaj będzie w dwóch wersjach językowych, było małe, zrywne i długo oczekiwane Clio R.S w wersji Trophy. Niestety, nigdy nie miałem okazji jeździć Clio przed wprowadzeniem tego pakietu. Szkoda, bo pamiętam, że opinie, które czytałem na jego temat, nie były pozytywne. Automatyczna skrzynia była za wolna, samochód nie dawał wystarczająco emocji, a zawieszenie było nieco za miękkie.

            Jeśli rzeczywiście to były problemy z Clio R.S, to Renault Sport wzięło sobie wszystkie uwagi do serca i stworzyło coś cudownie absurdalnego, co prawda tym razem nie wpadli na tak szalony pomysł, jak 10 lat temu, kiedy to ówczesne Clio dostało centralnie umieszczoną V6’ke, absurdalnie poszerzone nadkola i napęd na tylne koła, ale wciąż czuć w tym aucie delikatne wariactwo i… uwielbiam to!

Read more

Poszerzaj Horyzonty! – Mitsubishi L200 & Fiat Fullback

           Muszę zacząć od tego, że jeśli macie nadzieję na produktywny wpis z informacjami o tym, jak Mitusbishi L200 sprawdza się w terenie, to was zasmucę. Głównie żyję w korku pomiędzy Łomiankami, gdzie śpię, a Warszawą, gdzie pracuję i się uczę, natomiast w ostatnią słoneczną środę września odebrałem nowe auto na potrzeby tego tekstu. Jak wiecie ze zdjęć, jest to najnowsze Mitsubishi L200. To, czego zdjęcia nie pokazują (a szkoda!), to fakt, że samochód jest prawie 5,3-metrowym, wielkim niebieskim czołgiem, na który prawie każdy się spojrzy. Nie z podziwem lub pogardą; nie. Każdy zawiesi na nim wzrok, bo nagle całe jego pole widzenia zostanie zajęte wysokim, metalicznie niebieskim, pięciometrowym kioskiem na kołach.

           Już po krótkim czasie w L200 zorientowałem się, co będzie moja nową ulubioną zabawą w czasie tych siedmiu dni, żeby zabijać czas podczas długich podróży w interwałach, zaczynających się od 0 km/h, a kończących się na 15-, ewentualnie 20 km/h. Okazuje się, że Mitsubishi jest na tyle wysokie, że można spokojnie zajrzeć do wnętrza samochodów dostawczych. Z jaką radością odkryłem, że stereotypy o niekoniecznie czystych wnętrzach tych aut są w większości przypadków prawdą. W jednym z Transitów obok mnie pudełka po jedzeniu z McDonalds w połączeniu z folią od kanapek tworzyły małe fale przy każdorazowym ruchu samochodu. Uwierzcie mi, że po godzinie w korku znalezienie takiej atrakcji to nie byle gratka. Jeśli mam być szczery – tylko czekałem, aż papieros, który palił kierowca Forda, spadnie na ten ocean śmieci i spowoduje efekt podobny do zrzuconego napalmu. Na szczęście dla kierowcy, choć to wielkie rozczarowanie dla widza, taka sytuacja nie miała miejsca…

           Jednak zajmijmy się na moment omawianym samochodem. Model, którym miałem okazję jeździć, został wyposażony w pięciobiegową hydrauliczną skrzynię automatyczną, która przerzucała moc z 2,4 litrowego silnika diesla, legitymującego się 181 KM i 430 Nm dostępnych już od 2500 obr/min., albo na koła tylne, albo na wszystkie cztery. Wydawało mi się, że będzie mi bardzo brakowało szóstego biegu na trasie, ale prawda jest taka, że nie jest to duży problem. W mieście skrzynia radzi sobie bardzo dobrze, zmienia biegi płynnie i bez dziwnego redukowania biegów bez potrzeby. Wprawdzie czuć zmiany, bo nie jest to najbardziej płynna skrzynia dwusprzęgłowa, ale nie jest też bardzo zła i nie sposób powiedzieć, że jest to element auta, który przeszkadza w codziennej podróży. 

           Zdziwiło mnie, że w trasie auto jest cichsze, aniżeli podczas poruszania się po mieście. Idealną prędkością w trasie jest ta, podczas której silnik działa bardzo cicho, a wiatr jeszcze nie zaczyna przeszkadzać i jest to… 130 km/h! Tak! Też byłem zdziwiony, ale trasa jest miejscem, gdzie L200 sprawdza się doskonale. Kierowca nie musi obawiać się wjechania na krawężnik czy też kłodę podczas parkowania; jest to idealny samochód, żeby rozsiąść się w jego szerokich, skórzanych, podgrzewanych fotelach i ze stoickim spokojem nabijać kolejne kilometry podczas dłuższych podróży.

           Ja z Olkiem, którego możecie znać z jego dwuczęściowej serii o Alfie Romeo GT (link o tu), wybraliśmy się na Hel, żeby porównać L200 z jego „siostrzanym bratem”, Fiatem Fullbackiem i sprawdzić właściwości Pickupa w trasie. Bardzo chciałem wypisać listę różnic pomiędzy tymi autami, ale prawda jest taka, że jest ich niewiele. Fiat ma mniej przyjemną w dotyku kierownicę, bo nieobitą miłą skórą, a kiedy się go uruchamia, to w systemie multimedialnym wyświetla się logo Fiata, a nie Mitsubishi. Oprócz delikatnych kosmetycznych różnic, które sami możecie wyłapać na zdjęciach, to tyle. Silnik, skrzynia, zawieszenie, a nawet otwieranie „paki” są identyczne.

           Podsumowując, Mitsubishi L200 to idealny samochód dla kogoś, kto nie chcę przejmować się otaczającym go światem, a jednocześnie chciałby być przygotowanym na każdą ewentualność w życiu. W większości przypadków wszystko się do niego zmieści, a nawet jeśli nie, to żadnym problemem będzie pociągnięcie przyczepy. Jednym mankamentem może być parkowanie – w większości centrów handlowych trzeba zająć dwa miejsca ze względu na długość (przypominam: 5,3 metra!), ale poza tym? Polubiłem L200 bardziej niż mógłbym przypuszczać.

 

 

Toyota Aygo – MAŁY BUNTOWNIK W DUŻYM MIEŚCIE!

SONY DSC

          Osobą, która wpadła na pomysł stworzenia segmentu małych aut miejskich (Segment A), był przedsiębiorca Nicolas Hayek – prezes firmy produkującej zegarki Swatch. Założenie było stosunkowo proste: miał to być maleńki pojazd dla dwóch osób, z bagażnikiem na skrzynkę piwa, a jednocześnie bezpieczny i wygodny jak samochód normalnych rozmiarów. Dodatkowym warunkiem, który został przedstawiony Mercedesowi przez prezesa firmy produkującej popularne zegarki, była cena – samochód miał być tani jak auto z drugiej ręki. Mercedes grzecznie wysłuchał Pana Hayka i kierując się chęcią zysku oraz badaniami rynku, postanowił puścić w niepamięć zdanie o cenie.  I tak już w 1998 roku ruszyła produkcja i sprzedaż Smarta ForTwo. 

          Przez długi czas konkurencja nie była w stanie doścignąć Smarta. Przemyślana budowa i sławne już bezpieczeństwo, jakie daje ten model, pozwoliło mu na długi czas stać się monopolistą na rynku tego typu aut.

          Jednak przez 18 lat konkurencja nie próżnowała. W ostatnich latach Renault wprowadził innowacyjny model Twizzy, a Fiat zawojował rynek swoją przeuroczą 500’tką, zabierając klientów Smartowi i Mini. A Toyota? Japońska marka wypuszcza model Aygo.

SONY DSC

          Dzięki uprzejmości salonu Toyoty W&J Wiśniewski, który pomógł postawić mi pierwsze kroki w szalonej motoryzacyjnej blogosferze, dostałem na kilka dni drugą generację Toyoty Aygo. Autko, mimo małych rozmiarów, przyciągało ogromną liczbę spojrzeń. Podejrzewam, że wpłynął na to jaskrawo żółty kolor i bardzo ładne 15-calowe koła w metalicznym czarnym kolorze nazwanym przez producenta Piano Black. Wydaje mi się, że w odróżnieniu od poprzedniej wersji ten model ma zdecydowanie więcej charakteru. Oprócz wspomnianego już odważnego koloru, składa się na to mnóstwo małych smaczków, które bardzo mnie ucieszyły. Zaczynając od dużego – jak na ten samochodzik – przedniego spojlera rodem z Mitsubishi Lancera EVO, przez wielkie czarne X idące od zderzaka przez maskę,  żeby zgrabnie skończyć się na lusterkach. Pieczętując na czarnym dachu z wgłębieniami, które pobudzają wyobraźnię, dając nadzieję na niesamowite prędkości. Byłoby doskonale, gdyby tak było… Jednak najprawdopodniej pełnią tylko funkcje praktyczną, polegającą na zwiększeniu miejsca nad głowami pasażerów, ale… Kto by się tym przejmował? Zsumowane powodują uśmiech na twarzy kierowcy za każdym razem, kiedy zbliża się do swojego agresywnego, szczęśliwego, małego autka.

SONY DSC

SONY DSC

          Bez wątpienia do rewelacyjnych rzeczy w tym aucie należy system multimedialny. Jest to jeden z bardziej intuicyjnych systemów, z jakimi miałem przyjemność obcować. Podłączenie telefonu, wstukanie w nawigacje ulicy Grzegżółki (taka ulica istnieje, sprawdźcie) na Ursynowie? Nie ma problemu! Od samego początku żadna tego typu czynność nie zajęła mi dłużej niż 30 sekund – to ogromnie poprawia komfort w codziennym użytkowaniu.

SONY DSC

     Jeśli kiedykolwiek jeździliście gokartem, nie powinniście mieć problemu z opanowaniem Aygo. Dopóki nie dotkniecie kolanem guzika kontroli trakcji, wszystko jest dokładnie takie, jakbyście oczekiwali od samochodu przeznaczonego do miasta.

SONY DSC

          Kierownica chodzi bardzo lekko, co przy małych miejskich prędkościach jest idealnym rozwiązaniem. Dzięki zastosowaniu technologii VVT-i, czyli zmiennych faz rozrządu, litrowy silniczek Aygo kręci się do 7 tysięcy obrotów! Zapewnia to  dynamiczną jazdę bez potrzeby nieskończonego wachlowania biegami. Na pierwszych trzech biegach 69 koni radośnie i bez problemowo osiąga 100 km/h.  Co i tak daje możliwość stracenia prawa jazdy na większości dróg w Warszawie. Bez obaw można się wybrać na trasę szybkiego ruchu. Mały silniczek nie ma problemu w rozpędzeniu Toyoty do 120/130 km/h. Jednak przy takich prędkościach nie należy spodziewać się specjalnego komfortu. Pamiętajmy, że jest to autko, którym bez problemu zaparkujemy w prawie każdym miejscu. 

SONY DSC

          Jeszcze jednym pozytywnym aspektem tego autka jest liczba drzwi, w którą został wyposażony. Niesamowite, że na tak małej powierzchni udało się upakować dodatkowe dwoje z tyłu! Zdecydowanie zwiększa to komfort dla tylnych pasażerów i, z tego co słyszałem od starszych kolegów, daje możliwość łatwego umiejscowienia młodego potomstwa.

SONY DSC

          Muszę przyznać, że polubiłem Aygo. Niestety nie jest idealna. Wśród małych niedogodności, których można się spodziewać, jest fakt, że osoba taka jak ja, licząca 191 centymetrów wzrostu, nie usiądzie z tyłu komfortowo. Jednak osoby mające ich poniżej 185 nie mają już z tym trudności.

          Znalazłem tylko dwie, dodatkowo niezbyt istotne ,wady. Pierwsza nie będzie dotyczyć 99% procent populacji, jednak dla mnie była całkiem istotna. Nie wiem, jak bardzo wysocy byli ludzie, którzy ustalili położenie guzika włączającego i wyłączającego kontrolę trakcji. Nie jestem do końca pewien, czy winne było położenie guzika czy uwielbienie mojego kolana do jego regularnego wciskania. Czyniąc to, moje kolano decydowało się na wyłączenie lub przynajmniej znaczne zwiększenie tolerancji ABS’u. Muszę przyznać, że zaraz po deszczu było to dla mnie nie lada niespodzianką. Ta jedna czynność zmienia auto w prawdziwego buntownika. Delikatne hamując na światłach, można zostawić ślad na drodze niczym Mustang. Natomiast drobne hamowanie na większym skrzyżowaniu spowodowało coś, co mogło wyglądać jak nieudolne próby naśladowania Kena Blocka… Po pewnym czasie zauważyłem, że kiedy moje kolano zabrnie w złą stronę, na prędkościomierzu pojawiała się czerwona ikonka z identycznym logotypem, jak ten na guziczku. Rozwiązaniem problemu było spoglądanie na niego przy każdej zmianie biegu. Ostatecznie udało mi się opracować technikę unikania regionu pod kierownicą, gdzie znajdował się guzik. Jestem pewien, że nawet jeśli ten problem będzie kogokolwiek dotyczyć, to szybko opanuje technikę zmiany biegów bez zbliżania się do groźnego guziczka. Bo warto.

SONY DSC

          Najmniejsza Toyota jest dokładnie tym, o czym pomyślał Nicolas Hayek, budując wizję pierwszego Smarta. Posiada bagażnik w którym mieszczą się nawet dwie skrzynki piwa. Cena nowego samochodu z 7 calowym ekranem i rewelacyjnym systemem multimedialnym zaczyna się od 36 500 złotych. Dodatkowo samochodzik jest bezpieczny, co potwierdza 5 gwiazdek bezpieczeństwa, a wspomniany guziczek na pewno stanie się pożądanym elementem, kiedy spadnie pierwszy śnieg, a wasze Aygo, już celowo, dostanie skumulowanych ambicji Kena Blocka i Kuby Przygońskiego przed najbliższym supermarketem.