PROFESJONALIZM

            Muszę przyznać, że już dawno nie przeprowadziłem tak profesjonalnego testu. W Hyundaiu Santa Fe odbyłem wyprawę w celu poszukiwania zorzy polarnej, zwiedziłem bezdroża, wybrałem się w krótką trasę, dryfowałem pomiędzy wąskimi uliczkami warszawskiego Powiśla, a pod koniec wstałem wcześnie, żeby rano odbyć podróż do szkoły na 8 rano. Można powiedzieć, że sprawdziłem go w każdych możliwych warunkach istotnych dla przyszłego właściciela dużego SUVa.

WRAŻENIA

            Wewnątrz jest cicho. Auto przyjemnie wyciszone, a do uszu dochodzi tylko subtelny pomruk silnika. Tylko przy wciśnięciu pedału gazu do podłogi zaczyna do uszu dochodzić odgłos nieszczęśliwego diesla. Pod maską testowanego modelu znalazł się dwulitrowy silnik o mocy 185 koni mechanicznych i momencie obrotowym 400 Nm, który został połączony z 8 biegową skrzynią biegów. Bez zaskoczenia, nie jest to samochód szalenie dynamiczny, ale w żadnym wypadku nie nazwałbym go wolnym. Zarówno w mieście, jak i trasie trudno narzekać na niego narzekać. Warto dodać, że w występuję też w mocniejszej wersji. Bez obaw osiągniecie prędkości autostradowe, odczuwając pewność i stabilność pojazdu.

PROWADZENIE

            Wierni czytelnicy pamiętają mój debiut w Radiu Kampus z Mercedesem-Benz E350e. Powiedziałem wtedy, że jest to samochód, w którym po przejażdżce, nawet po mieście, nawet w korku – tak jakby w Warszawie dało się inaczej – czuje się bardziej zrelaksowany, niż przed wejściem do niego. Hyundai Santa Fe ma sporo cech, które przypomniały mi o Klasie E. Jest dobrze wyciszona, prowadzi się lekko i pewnie, a siadając w dużym jasnym wnętrzu, czujemy się po prostu dobrze i komfortowo, jak w salonie.

            Od niedawna odnoszę wrażenie, że niektórzy producenci trochę się zagubili. Nie do końca rozumiejąc, na czym ma polegać samochód luksusowy.

            Tutaj, mimo tego, że mamy do czynienia z autem aspirującym do bycia klasą premium oraz autem z tego samego koncernu co Kia Stinger GT, która ma delikatne problemy z własną osobowością, nie ma tego problemu. Hyundai Santa Fe doskonale wie, kim chce być i jest w tym konsekwentny. Koreańska marka zrobiła dużego SUVa, który jest spokojny, relaksujący i wygodny.

WNĘTRZE

            Wielki dach panoramiczny oświetla wnętrze w ciągu dnia, co tylko potęguje wrażenie przestrzeni i luksusu. Skórzane fotele są wygodne i mają ogromną ilość ustawień. System audio gra dobrze, a malutkie wypukłe trójkąty na głośnikach w drzwiach są przyjemnym malutkim dziełem sztuki użytkowej. Multimedia są porządne i łatwe w obsłudze, choć grafiki trochę proszą się o delikatne dopracowanie. Obsługa klimatyzacji jest na oddzielnym panelu, za co daje duży plus.

PODSUMOWANIE

            W samochodzie czuć amerykański klimat. Nie jest to samochód do szybkiego pokonywania zakrętów. Za to do bagażnika włożymy projekt wulkanu i bez zmartwień dojedziemy z nim do szkoły. Wyobrażam sobie, że długie trasy w tym samochodzie mogą być przyjemne, nawet w pięć osób.

            Werdykt: Hyundai Sante Fe jest ciekawą opcją na obecnym rynku SUVów, bez wątpienia wartą rozważania przy poszukiwaniu dużego auta dla całej rodziny.

LINK DO MOJEGO PODCASTU: „MOTORYZACYJNY SKRÓT TYGODNIA”

iTunes

Spotify

PS Mam fajnego instagrama i facebooka (linki w ładnych ikonkach wyżej), a oprócz tego prowadzę podcast „Motoryzacyjny Skrót Tygodnia”. Jest publikowany na wielu platformach, linki podaje poniżej. Ah! I najważniejsze: Razem z Patrykiem Brzozowskim z Kameralnie prowadzimy audycje w każdy Czwartek o 16:30 w Radiu Kampus.

 

GALERIA ZDJĘĆ NA DRIVETRIBE ZE ZDJĘCIAMI SANTA FE