Menu Close

NIE TRAĆ CZASU! – Renualt Twingo GT

           Korki w Warszawie ostatnio przybrały absurdalną skalę. Jeszcze rok temu można się było spodziewać zakłóceń ruchu w godzinach szczytu – wiadomo było, że pomiędzy 6:00 a 9:00 oraz 15:30 a 18:00 należy trochę postać. Pogodziłem się z tym, dlatego wychodziłem odpowiednio wcześniej lub później… Wczoraj wyjechałem z Łomianek o dziesiątej, żeby już o jedenastej znaleźć się w okolicy Młocin. Później tylko 45 minut na Wisłostradzie, 15 minut szukania miejsca do parkowania i o 12:00 byłem na Uniwersytecie Warszawskim. Pokonanie piętnastu kilometrów zajęło mi dwie godziny. Dlaczego było aż tak źle? Po pierwsze: spadło trochę deszczu, ale to spowodowało wydłużenie mojej trasy tylko o niecałe dwadzieścia minut. Jednak głównym powodem są kretyńsko ustawione światła na trasie łączącej Łomianki z Warszawą. Co można zatem zrobić, żeby zaoszczędzić trochę czasu? Cóż, można wyklinać miejskiego inżyniera ruchu miasta stołecznego Warszawy Pana Janusza Galasa, albo dyrektora Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad lub oszczędzić wspomniane piętnaście minut na szukaniu miejsca do parkowania i kupić auto, które zmieści się wszędzie. Tutaj z pomocą przychodzi Renault Sport z modelem Twingo GT.

Renault Twingo GT

           Za napęd tego małego francuskiego pocisku odpowiedzialny jest trzycylindrowy silnik o pojemności 0,9 litra. Ciekawe jest jednak to, że silnik, umieszczony za tylną osią, napędza tylne koła i produkuje 110 koni mechanicznych, zatem jeśli zostawimy sobie trochę miejsca w korku (przy założeniu, że nikt nam nie wjedzie w nasze miejsce), to pierwszą setkę osiągniemy już po 8 sekundach. Szybko jak na auto o wadze delikatnie powyżej tony, które w każdym garażu wydaje z siebie dźwięki przypominające serię z pistoletu maszynowego.

Renault Twingo GT

           Ale przejdźmy do tego, co w korku najważniejsze. System multimedialny jest intuicyjny, telefon bezproblemowo łączy się zestawem głośnomówiącym – można nawet puszczać muzykę przez Bluetooth. Siedzenia z przodu są podgrzewane, choć mają tylko jedno ustawienie grzania: bardzo gorąco. Jakość wykończenia wszystkiego, czego się w samochodzie dotyka, jest dobra. Wersja GT, w stosunku do tej 90-konnej, którą testowałem wcześniej, nie miała we wnętrzu jednej rzeczy, a mianowicie wyjmowanego schowka na rękawiczki / wyjmowanej torebki w miejscu schowka na rękawiczki. Wiem, że dla większości osób to drobnostka, ale dla mnie był to jeden z znaków szczególnych dla tego modelu.

Renault Twingo GT

           Kiedy już wyjedziemy koło północy trzymając kciuki, aby nie było korka, i znajdziemy kilka ostrzejszych zakrętów, wersja GT sprawi nam sporo radości. We wnętrzu klimatu dodaje nieco głośniejszy silnik niż w wersji standardowej. Niestety, prowadzenie auta nie zostało poprawione, a szkoda. Wydaje mi się, że delikatne utwardzenie układu kierowniczego i nałożenie Quick Shiftera spowodowałby, że ten samochód zyskałby zupełnie nowy charakter. Nie chcę zostać źle zrozumiany. Bardzo lubię Renault Twingo i uważam, że Twingo GT wygląda rewelacyjnie ze swoim nieproporcjonalnie wielkim wydechem i dodatkowym wlotem do chłodzenia powietrza. W dodatku jego największa zaleta, czyli możliwości zawrócenia właściwie w miejscu, została zachowana, co przy długości 3595 mm i szerokości 1647 mm powoduje, że każda luka pomiędzy samochodami, drzewami i słupami jest naszym idealnym miejscem do parkowania.

           Podsumowując: Renault Twingo GT jest rewelacyjnym małym samochodem. Według mnie wyprzedza nie tylko Skodę CityGo, ale także Volkswagena Upa czy Toyotę Aygo i zasługuje na drugie miejsce w swojej klasie. Jeśli stworzona zostanie wersja R.S z poprawionym układem kierowniczym, skrzynią biegów i, być może, odrobinę większą mocą, to prawdopodobnie uda się zdeklasować Abartha 595, który trochę za długo zajmuje pożądane miejsce na podium.

 

Cena podstawowa Renault Twingo GT: 55 900 złotych

Cena podstawowa Abarth 595 ELABORABILE: 74 200 złotych

 

EMOCJE POWYŻEJ SETKI – Peugeot 208 GTi

   Piszę o Peugeot’cie 208 GTi w momencie, w którym niemal wszyscy producenci hot hatchów zbierają się do zmiany swojej oferty. Ford zapowiedział nową Fiestę ST z 3-cylindrowym silnikiem. Renault wprowadziło do sprzedaży wersję Clio RS Trophy 220, co jest znakiem, że nie będzie już kolejnych wersji Clio RS w tej generacji. Toyota dołączyła do wyścigu, otwierając zamówienia na Yaris GRMN, wyposażona w kompresor 1,8 litrowa jednostka ma zapewnić małej toyocie moc ponad 210 KM! Ale czy nowoczesne technologie, których 208’ce też nie brakuje, są sposobem na idealnego hot hatcha?

KOMFORT

   Zacznę od tego, co uważam za najważniejsze. Miałem przyjemność prowadzić lub spędzić trochę czasu na siedzeniu pasażera we wszystkich wymienionych wyżej „baby Hot hachach” i muszę powiedzieć, że Peugeot jest z nich wszystkich najwygodniejszy, co mi bardzo odpowiada. Fotele w Peugeocie 208 GTi są fenomenalne – idealnie spisują się, kiedy chcesz trochę poszaleć w zakrętach, trzymając Cię i pasażera na miejscu, ale siedząc w korku lub jadąc kilka godzin trasą, nie będziesz narzekał. Skórzane, miękkie – nie sądziłem, że można uzyskać taki kompromis pomiędzy wygodą i sportowym charakterem. Oczywiście fotele to nie wszystko. Zawieszenie jest delikatnie utwardzone, co wpływa na sportowe doznania z jazdy, ale jednocześnie nie zabiera chęci życia przy codziennych podróżach.

   Jedyną rzeczą, do której mogę się przyczepić w kwestii wygody, jest dźwięk we wnętrzu auta. Nie mogłem znaleźć żadnej informacji, która by mi wyjaśniła, dlaczego w środku jest tak głośno i zaznaczę, że nie jest to wina wydechu, bo z zewnątrz nie jest tak antyspołecznie. Zastanawiam się czy posiada cześć nazywającą się sympozerem. W przypadku wielu aut wprowadza on, często nienaturalny, dźwięk silnika do kabiny, który dla mnie jest delikatnie męczący przy dłuższych podróżach. Wiecie, jak jest w 208 GTi? Wiem, że dla Fiesty ST można kupić zestaw blokujący ten hałas (niesponsorowany link: https://www.mountunestore.com/products/fiesta-b299st-symposer-delete)

WRAŻENIA Z JAZDY

   Układ kierowniczy jest precyzyjny, nie ma miejsca na żadne luzy, czuć sportowy charakter 208’ki GTi, jednak zupełnie inaczej aniżeli we wcześniej opisanej Alfie Romeo MiTo QV. MiTo jest najbardziej agresywne, rozpędzając się do pierwszych 100 km/h. W Peugeocie najwięcej doznań dostaniemy, kiedy tę prędkość przekroczymy. Co, nie oszukujmy się, ma swoje wady, ale jak już się znajdzie odpowiednie miejsce? Możecie się zdziwić swoim bananem na twarzy! Auto powyżej 80 km/h to inna bestia. Redukując biegi, na przyjemnie precyzyjnej skrzyni biegów, potrafimy zupełnie zmienić zachowanie małego łobuza. Z lekko głośniejszego samochodu, wyposażonego w wygodne fotele nagle jesteśmy w prawdziwie radosnym hot hatchu, który wręcz prosi kierowcę, żeby dał mu pozwolenie na delikatne zarzucenie tyłem lub pokonanie kilku zakrętów szybciej, niż się powinno. Żaden pojazd w tej kategorii cenowej nie dał mi tak dużego uśmiechu, a czy nie o to chodzi w tym segmencie? Mr.JWW (http://www.mrjww.com/) (brytyjski youtuber motoryzacyjny) używa skali ilości uśmiechów na galon benzyny, mimo tego, że przez niego jest stosowana do porównywania między sobą luksusowych super samochodów, wydaje mi się, że na potomka sławnego Peugeota 205 GTi można spokojnie patrzeć właśnie przez pryzmat tej skali.

PRAKTYCZNOŚĆ

   Pomijając delikatnie niewygodne, bo przydługie drzwi, to dalej jest to praktyczny, idealny na co dzień Peugeot 208. Dostajemy do dyspozycji duży bagażnik, masę różnego rodzaju schowków w środku i dwa duże uchwyty na kubek. Czego chcieć więcej w sportowym samochodzie o długości niecałych 4 metrów?
   Dodatkowo zdarzyło mi się jechać w 4 osoby i po godzinnej podróży pasażerowie mówili, że sami byli zdziwieni komfortem, jaki znaleźli na tylnych siedzeniach.

MULTIMEDIA

   W aucie jest dokładnie ten sam system multimedialny, który dokładnie opisałem w teście Peugeota 2008 (do przeczytania tu), ale tym razem został wyposażony w zestaw głośników od firmy JBL. Nie jestem ekspertem, ale jakość dźwięku była dla mnie bardziej niż zadowalająca. Zauważyłem, że system montowany w Peugeotach spotyka się z sporą ilością krytyki na innych portalach. Dziwi mnie to, ponieważ jest to jeden z bardziej intuicyjnych i wygodnych w obsłudze systemów, z jakimi miałem styczność. Intuicyjność oznacza szybsze załatwienie sprawy, a to oznacza więcej czasu dla czystej przyjemności, jaką zapewnia prowadzenie 208’ki.

PODSUMOWANIE

   Peugeot w ciekawy sposób podchodzi do rywalizacji o idealnego hot hatcha. Ludzie, którzy kupują auta z tego segmentu,z góry zgadzają się na ograniczony komfort w zamian za mniejsze przyspieszenie i sportowe wrażenia z jazdy. A co jeśli chcesz, aby auto miało wygląd rasowego hot hatcha, dobrze brzmiący silnik, 6 sekund do setki, ale nie lubisz czuć każdej dziury na swoich plecach, kiedy jedziesz 30 km/h w mieście? Proszę bardzo, dla Ciebie koncern PSA stworzył Peugeota 208 GTi.

PROBLEM? – MITSUBISHI ASX

 

Jeśli kiedykolwiek będziecie mieli możliwość poruszania się po mieście jakimkolwiek Crossoverem, zachęcam was – zróbcie to. To nie jest tak, że jako pasjonat motoryzacji uwielbiam te samochody. Kołyszą się podczas wjeżdżania w zakręty, spalają trochę więcej paliwa od swoich kompaktowych braci i zwykle wcale nie oferują większej funkcjonalności; dlatego też sam raczej bym takiego nie kupił… Natomiast jeśli weźmiemy pod uwagę całkowity brak problemów związany z poruszaniem się po mieście tego typu samochodem, można wtedy zacząć rozważać jego zakup. Wysoki krawężnik, mała dziura w drodze lub kocie łby? Samochód jest na tyle podwyższony, że nie musicie się o to martwić. Parkowanie i wygoda prowadzenia? Jak pisałem: jesteście trochę wyżej od innych kierowców, zatem parkowanie to łatwizna; dodatkowo, prawie wszystkie tego typu auta mają kamery lub czujniki cofania. Wygląd? Weźmy po uwagę Crossovery, które najczęściej widzimy teraz na ulicach: Citroen C4 Cactus, Fiat 500X, Peugeot 2008, Renault Captur czy Mitsubishi ASX. I co? Żaden z nich nie jest brzydki. Co więcej, mnie się z wyglądu całkiem podobają. Bardzo zachęcam do wypróbowania; kto wie, może to jest dokładnie to, czego w samochodzie szukacie? Tylko błagam, nie kupujcie Nissana Juke. Po prostu nie.

Powyżej starałem się opisać ogólną charakterystykę Crossovera. Mitsubishi ASX jednak nie jest typowy z prostego powodu: jest zdecydowanie większy od konkurencji. Ilość miejsca dla pasażerów, siedzących na tylnej kanapie, jest więcej niż wystarczająca, a pojemność bagażnika wynosi 419 litrów, czyli aż o 70 litrów więcej niż w Peugeocie 2008! Słysząc o takich wynikach spodziewalibyście wagi zbliżonej do 2 ton? Otóż sam ASX waży 1260 kg.

Z jednej strony taka waga jest imponująca, ponieważ im mniejsza waga, tym lepsze osiągi auta, ale z drugiej: szczególnie na trasie wydawało mi się, że samochód jest bardzo podatny na wszelkiego rodzaju podmuchy. Zrzucałem to na układ kierowniczy, który nie dostarcza wielu informacji, co akurat w mieście nie przysparza żadnych problemów, jednak przy większych prędkościach czułem się niepewnie. Winnym okazał się stosunek wielkości auta do jego wagi – to niestety jedna z wad samochodu.

Model, który miałem przyjemność testować, został wyposażony w silnik o pojemności 1,6 litra o mocy 117 km przenoszonej na przednie dwa koła przez 5-biegową skrzynię manualną. Jest to motor, który lubi wysokie obroty i wcale nie chodzi o to, że większość z nas przyzwyczaiła się do silników z turbo. Ta jednostka osiąga swoje 154 Nm przy 4000 tysiącach obrotów. Dla mnie jest to dziwne, ale znam wiele osób, które lubią ten silnik. Za co? Dobrze brzmi, a oprócz tego trudno jej odmówić bezproblemowej eksploatacji, trwałości i racjonalnego spalania w granicach 7 litrów w cyklu mieszanym.

źródło: press.mitsubishi.pl

We wnętrzu auta możemy odnaleźć nowy system multimedialny. Duży ekran na środku kokpitu został oparty na Androidzie i… jest bardzo dobry. Wyświetlane kolory są miłe dla oka, a menu – intuicyjne w obsłudze. Byłem naprawdę przyjemnie nim zaskoczony: nie był  przekombinowany, a wszelkie funkcje łatwo dostępne. Wbrew pozorom, co czasami widzimy u innych producentów, nie jest łatwo stworzyć prosty i dobrze funkcjonujący system. Oby tak dalej Mitsubishi!

Oprócz trwałości i  systemu multimedialnego Mitsubishi ASX 2017 posiada jeszcze jedną pozytywną i bardzo istotną cechę, a jest nią komfort. Rewelacyjne, wielkie i miękkie fotele zapewnią bardzo miłe doświadczenia; nawet przy wielogodzinnej trasie, co według mnie jest dobrym wyznacznikiem komfortu auta. W połączeniu z podwyższonym zawieszeniem, które dobrze sobie radzi z nierównościami nawierzchni, otrzymujecie idealnego Crossovera.

Czy Mitsubishi ASX 1,6 117 KM FWD jest dobrym samochodem? Jeśli szukacie komfortowego, trwałego, ładnego i, co najważniejsze, bezproblemowego samochodu? Tak to jest auto, które wam to zapewni. Zmieścicie w nim całą rodzinę, pomożecie dziewczynie w przeprowadzce, zaparkujcie wszędzie, gdzie trzeba, a jak będzie trzeba, pojedziecie nim na Hel. Najważniejsze w ASX jest to, że będzie bezproblemowy, a właśnie to sprawia, że Crossovera, możemy określić mianem dobrego :). 

 

 

MOJE 10 GODZIN Z ALFA ROMEO MITO Quadrifoglio Verde

Za każdym razem, kiedy mam przyjemność usiąść za kierownicą jednego z włoskich aut, zastawiam się jak to możliwe, że jeszcze nie sprzedałem wszystkiego, co mam, na rzecz tego, żeby jeden stał w moim garażu. Usportowione wersje włoskich samochodów mają w sobie coś magicznego – od niepowtarzalnych wrażeń z jazdy, na które składają się dzikie dźwięki wychodzące z układów wydechowych, po gustowne linie i małe detale, które tworzą piękną stylistycznie maszynę. Wszystko to – i więcej – powoduje, że po otrzymaniu kluczyków do samochodu z zieloną koniczynką lub z oznaczeniem Veloce trudno się nie uśmiechnąć.

Wszystko zaczęło się od niespodziewanego telefonu. A w nim? Propozycja nie do odrzucenia. Miałem dostać Alfe Romeo MiTo Quadrifoglio Verde na 10 godzin. Od zawsze chciałem się przejechać Alfą Romeo z czterolistną koniczynką. Fakt, że jest to najmniejsze auto z gamy i że nie ma aż tak dużej mocy jak konkurenci wcale nie zmniejszył mojego radosnego podekscytowania na szczęśliwą nowinę.

Pierwsze wrażenia? Po wejściu do auta wita nas deska rozdzielcza wykonana z dobrego rodzaju plastików. Niestety, nawet srebrne listwy i ozdobienia kierownicy są z niego wykonane… ale to jedyna sprawa co do której mógłbym mieć zastrzeżenia. No, może jeszcze system multimedialny. Nie jest najnowszy, a co za tym idzie: dotykowy ekran nie jest ani największy, ani najprzyjemniejszy w użytkowaniu. Może w wersji Veloce montowany jest już system znany mi z Abartha 595? Tamten jest rewelacyjny! Zacząłem od wad, ale co do zasady można podłączyć telefon i słuchać muzyki z Spotify, więc chyba nie ma na co narzekać…? Wnętrze jest przecież naprawdę miłym miejscem.

W Alfie czujesz się jakbyś jeździł czymś wyjątkowym, innym, a jedocześnie cenionym tylko przez koneserów. To trochę tak, jakbyście założyli ubrania z bardzo dobrej, jednak nikomu nieznanej marki odzieżowej albo zamówili garnitur u najlepszego włoskiego krawca. Osoba, która się nie zna, będzie przekonana, że ten od Armaniego jest lepszy. Jak jest naprawdę? Wszystko zależy od tego, czego się szuka. Alfę prowadzi się rewelacyjnie, ma bardzo dokładny i precyzyjny układ kierowniczy, zaś dwusprzęgłowa skrzynia biegów radzi sobie perfekcyjnie w trybie sportowym. Zauważyłem, że podczas spokojnej jazdy miała momenty, kiedy trochę się gubiła. Choć nie wiem, czy jest to nawet warte wzmianki. Standardowe skrzynie automatyczne, nawet w nowszych technologicznie autach, mają zdecydowanie gorszą charakterystykę.

Znacznie bardziej kontrowersyjne będzie inne pytanie: „Gdybym miał wybierać to auto, toczy wybrałbym go z manualem?” Zadaję sobie to pytanie odkąd musiałem MiTo oddać, a odpowiedź zaskakuje mnie za każdym razem. Co do zasady jestem zwolennikiem skrzyni manualnych w tego typu samochodach: lubię podczas codziennego przemieszczania się z punktu A do punktu B samodzielnie zmieniać biegi – może to się wydawać głupie, ale uczucie kontroli, jakie daje skrzynia manualna, sprawia mi wielką przyjemność. Jednak jest, rzecz jasna, kilka drobnych wyjątków, kiedy bez zastanowienia preferuję skrzynie automatyczną nad klasyczną manualną przekładnię. Pierwszy dotyczy limuzyn. Pojazdy tej kategorii mają duża moc, ale ich celem jest jak największy komfort jazdy, a ten łatwiej uzyskać wyposażając samochód w różnego rodzaju skrzynie automatyczne. Dlatego Mercedesy klasy S, limuzyny od Audi czy samochody od marki Rolls Royce nie mają nawet w ofercie manualnej przykładni.

Ale czemu chciałbym ją mieć w małej Alfie? Odpowiedź jest całkiem prosta: chodzi o rewelacyjną uniwersalność skrzyni w MiTo. Gdy chcę użyć całej mocy, mogę zmieniać biegi za pomocą łopatek przy kierownicy lub lewarka i zrobię to szybciej niż jakikolwiek człowiek przy użyciu trzeciego pedału. Natomiast do jazdy na co dzień, poruszania się po mieście czy pisania SMS-ów podczas stania w korkach, nie widzę lepszej możliwości niż wrzucenie skrzyni w tryb automatyczny, zmiany ustawienia systemu DNA z Dynamic na Natural i cieszenia się doskonałym  audio od BOSE.

Kubełkowe fotele idealnie trzymają w zakrętach, a trzeba pamietać, ze MiTo legitymuje się mocą 170 koni mechanicznych! Są produkowane przez znany ze swojej wytrzymałości i podatności na tuning silnika 1.4 turbo. Jednak w tym aucie nie chodzi o to, jak bardzo jest szybki, bo na papierze nie wygląda muskularnie (0-100 km/h zajmuje mu 7,3 sekundy). Co więcej, jest nawet wolniejszy od dwóch pięćsetek oferowanych przez Abartha, czyli firmę z tego samego koncernu! Ale jesteśmy w stanie to wybaczyć ze względu na wrażenia z jazdy. Abartha prowadzi się inaczej, bardziej dziko, mniej precyzyjnie i „elegancko” niż MiTo. Mnie bardziej odpowiada namiętność Alfy, niż szaleństwo Abartha. 

Co na zewnątrz?

 Alfa Romeo Mito QV wygląda jak czysta, casualowa elegancja z drobnymi szczegółami mającymi przypominać o sportowym charakterze auta. Od przodu wita nas charakterystyczny dla marki trójkątny grill, który zapewnia więcej powietrza dla małego silnika, dba o aerodynamikę i odwołuje się dodatkowo do tradycji marki. Poniżej grilla zostały zrobione przemyślane wloty powietrza, a obok nich znajdują się małe reflektory, które uruchamiają się samoczynnie, kiedy trzeba oświetlić zbliżający się zakręt. Z tyłu zobaczyć można całkiem duży, wykonany z czarnego plastiku, dyfuzor i niepozornie wyglądający, lecz dający dużo radości, wydech naszej małej Alfy.

Wydaje mi się, że najlepszym podsumowaniem tego, jak bardzo spodobał mi się ten samochód, jest fakt, że dalej zastanawiam się, czy nie spieniężyć części swojego majątku i go nie kupić. Chciałbym częściej mieć możliwość przeniesienia się do świata, który zapewnia ten samochód –  świata, w którym zakręty są brane odważniej, a każdy tunel jest okazją do zrobienia hałasu. Wiem, że niezależnie od tego, jaki będzie kolejny dzień, uśmiechnę się widząc małe dzieło sztuki, jakim jest Alfa Romeo MiTo Quadrifoglio Verde stojąca na moim podjeździe. I chyba to jest najsilniejszy argument za tym, żeby zacząć szukać jednej w dobrym stanie.

 

ZOSTAŁO 0,9 LITRA PRZYJEMNOŚCI, MÓJ TYDZIEŃ Z RENAULT TWINGO

Renault Twingo jest samochodem należącym do segmentu A. Jest to grupa aut przeznaczona do poruszania się po mieście. Tak, to właśnie te wszystkie małe samochodziki takie, jak Toyota Aygo, Smart ForTwo, Skoda CityGo czy Volkswagen Up!. W Aygo jeżdżą dostawcy wszelkiego rodzaju jedzenia, a Skody wśród rodzin moich znajomych cieszą się ogromną popularnością. Niespecjalnie się im dziwię – Skoda oferuje rewelacyjne warunki kredytowe. Dziś jednak nie o tym bowiem do moich rąk trafił samochód wyjątkowy. To autko dla pięknej kobiety, która nie potrzebuje większego samochodu do miasta, lub dla jakiegoś młodego chłopaka, który, stojąc przed światłami, z uśmiechem na twarzy będzie dociskał pedał gazu przy akompaniamencie naprawdę dobrze brzmiącego silnika.

Bez wątpienia jest to najciekawszy samochód w swojej klasie. Z uwagi na to, że silnik jest umieszczony z tyłu, promień skrętu jest niesamowity – pozwala niemalże na obrócenie się w miejscu, nie wspominając nawet o parkowaniu. Dzięki niewielkim rozmiarom (ok. 3,6 metra długości i 1,7 metra szerokości) i doskonałemu układowi kierowniczemu, żadne miejsce parkingowe nie jest dla kierowcy zbyt małe lub niedostępne. Wydaje się to zupełnie oczywiste, przecież po to powstała klasa A. Jednak w Twingo zyskujesz wręcz głupią pewność siebie, że dasz radę zmieścić się w każdej wnęce i… masz rację. Niestety nie zawsze z niego wysiądziesz. Dwukrotnie znalazłem się w sytuacji, w której bezpiecznie zaparkowałem samochodem w ciasnej przestrzeni. Mój biały gokart się zmieścił, ale ja nie miałem najmniejszych szans, żeby się z niego wydostać.

Wspomniałem już, że silnik znajduje się z tyłu, z czym wiąże się jeszcze jeden plus. Twingo, dzięki napędowi na tył (mimo iż nie jest demonem prędkości, bo pierwsza setka pojawia się na liczniku po dziesięciu sekundach), potrafi podarować kierowcy prawdziwie sportowe doznania z jazdy. W mieście jest spokojnym i stonowanym samochodzikiem, posiadającym miękkie sprzęgło, które wiele potrafi wybaczyć, lecz kiedy tylko pojawi się pusta, kręta dróżka, w Twingo można obudzić prawdziwego chuligana. Trzycylindrowy, zaskakująco dobrze brzmiący silnik budzi się do życia i właśnie wtedy zaczyna się cała zabawa. Dzięki turbosprężarce całe 135 Nm jest dostępne już przy 2500 obr/min, a 90 KM w tak niewielkim rozmiarowo aucie dawało wrażenia zbliżone do jeżdżenia gokartem.

Muszę jednak zasmucić wszystkich kierowców Renault zainteresowanych ogłoszeniem się nowym królem driftu. Niemożliwa do wyłączenia kontrola trakcji stale dba o to, żeby nie zostać japońskim celebrytą podziemnego światka parkingów w Tokyo. Za to codzienna droga z domu do pracy i z powrotem będzie pozbawiona jakiegokolwiek stresu związanego z bliższym spotkaniem z latarnią na osiedlu – nawet wtedy, kiedy spadnie śnieg. 

Kiedy jeździłem Twingo, palił około 6,5 litra na 100 km. Producent mówi o 4,9 litra w cyklu miejskim. Nie jest to zły wynik – konkurencyjne autka (nieważne co mówią w biuletynach reklamowych) palą podobnie, albo nawet więcej. Oczywiście można zejść poniżej mojego wyniku. Jedyne, co trzeba robić, to jechać zgodnie ze wszystkimi wskazówkami, jakie wyświetlają się na ekranie po każdym wyłączeniu zapłonu. Przy jednej z podróży udało mi się zejść do 3,9 litra na 100 km i osiągnąć sto na sto możliwych punktów ekologicznych. Było to dla mnie delikatnie męczące, ale ktoś, kto jest przyzwyczajony do spokojnej jazdy, podobny wynik osiągnie bez problemu.

Swoim wyglądem autko wpisuje się idealnie w gatunek małych samochodów do miasta. Dzięki kontrastowi w postaci białego lakieru, czarno-czerwonych pasów po bokach i felg w tej samej gamie barw, z zewnątrz Twingo przyciąga wzrok, ale jest jednocześnie spójne. Zaskakująco dobrze oddaje to sam charakter auta. Siedząc za jego kierownicą masz wrażenie, że jesteś w czymś innym, oryginalnym, ale jednocześnie zabójczo praktycznym i potrafiącym przywołać uśmiech na Twojej twarzy. Choć po wyglądzie widać tylko to ostatnie J. Dużo osób patrząc na mnie, młodego chłopak za kierownicą Twingo, uśmiechało się i miło komentowało, chwaliło ładny samochód i pytało o nazwę modelu.

Wewnątrz autko jest niewielkie, ale bardzo sprytnie przemyślane. Schowek naprzeciw pasażera z przodu jest też równocześnie wyjmowaną torbą, a nad dwoma miejscami na kubek znajduje się nakładka, w której możecie przetrzymywać różnego rodzaju rzeczy. System multimedialny Renault jest intuicyjny i przejrzysty. Nie miałem żadnego problemu z znalezieniem którejś z opcji.

Podsumowując; Renault Twingo to dla mnie najlepsze auto w swojej klasie. Jeśli miałbym kupować taki samochód, a przez chwilę się nad tym zastanawiałem, moje stopy szybko powędrowałyby do najbliższego dealera francuskiej marki. Kosztuje mniej więcej tyle samo, co wspomniane modele konkurencji, jest do nich zbliżone pod względem praktycznym, a daje zdecydowanie więcej radości z jazdy.

 

+ Mała ciekawostka, o której zapomniałem wspomnieć w trakcie pisania. Wiecie, jak się otwiera maskę w Twingo? 

GIMNAZJALNA KOMPROMITACJA, CZYLI DLACZEGO C4 CACTUS JEST FAJNY

     Kiedy miałem 15 lat razem z rodzicami i ich przyjaciółmi wybraliśmy się na kilka dni do Mediolanu. Zamysłem wyjazdu było spędzenie miłego weekendu w pięknym włoskim mieście, aby później zobaczyć kilka atrakcji poza granicami miasta. Jednak już w samolocie dowiedzieliśmy się o właściwym celu wycieczki. Koleżanka mojej mamy, odpowiedzialna za organizacje całego wyjazdu, zaplanowała wszystko tak, że wylądowaliśmy w stolicy mody w okresie największych wyprzedaży. W związku z tym różnego rodzaju swetry, czy bardziej lub mniej eleganckie koszule, wszystko to i więcej znalazło swoją drogę do mojej szafy.

   Pamiętam, że ubierając się do szkoły, zaraz po powrocie z Mediolanu, postanowiłem nałożyć na siebie jak największą ilość nowych, fajnych rzeczy. Patrząc na to z dzisiejszej perspektywy wiem, że nie był to najmądrzejszy wybór, ale wtedy, wchodząc do szkoły czułem się najmodniejszym i najbardziej oryginalnie ubranym człowiekiem na świecie. Co do tego drugiego nie ma dziś wątpliwości. Piszę o tym, ponieważ podobne uczucie „fajności” towarzyszyło mi za każdym razem, kiedy wychodziłem z Citroena C4 Cactus. Wrażenie było zwykle potęgowane przez grupę gapiów. Auto naprawdę lubi zwracać na siebie uwagę.

      Mój tydzień z Citroenem można określić jako burzliwy. Na początku wydawało mi się, że jest to najgorsze aut, jakim miałem okazję jeździć, jednak z czasem nasza przyjaźń urosła do tego stopnia, że zacząłem aktywnie śledzić ceny tego modelu na wszystkich możliwy portalach z ogłoszeniami. Nie wiem, ile dokładnie kosztował model, który miałem przyjemność jeździć, ale korzystając z wyprzedaży rocznika 2016, możecie znaleźć nowe modele w wersji RIP CURL już za około 70 tysięcy złotych. Co dostajemy za tą sumę?

      Po pierwsze, atencję. Nigdy nie sądziłem, że tyle osób może się przyglądać niewielkiemu crossoverowi. Ten samochód jest, razem ze swoimi niespotykanymi poduszkami w drzwiach i światłami nocnymi zamontowanymi poniżej designerskiego paska ledów, w pozytywnym znaczeniu tego sformułowania, jak dzieło sztuki nowoczesnej na kołach. Dodatkowo wersja przygotowana we współpracy z RIP CURL jest wyposażona w takie oryginalne akcenty jak białe lusterka, relingi czy naklejki po obu stronach auta. Ten samochód wygląda po prostu fajnie. Zwykle nie przepadam za tym określeniem, ale żadne inne słowo nie przychodzi mi na myśl. I właśnie jego „fajność” jest jednym z głównych czynników, dla którego bym ten samochód kupił. Każdy chce się tak poczuć, więc dlaczego nie mieć tego na co dzień?

      Po drugie poczucie bezpieczeństwa. Z uwagi na to, że wersja RIP CURL została stworzona dla surferów przez surferów, nie trzeba się bać wyjechania poza trasę. Konstrukcja auta została z przodu i z tyłu wzmocniona specjalnym metalem, a samochód wyposażono w specjalny system GRIP CONTROL, który umożliwia wybór pomiędzy 5 trybami jazdy w zależności od podłoża. Mamy do wyboru pomiędzy trybami: standard, piasek, off road, śnieg i wyłączenie systemu ESP. Przez przypadek byłem zmuszony przetestować tryb off road i muszę powiedzieć, że byłem pod wrażeniem. Nie wierzyłem, że Cactus, jednak wyposażony w przednim napęd, będzie umiał sobie poradzić z takim błotem, w jakie się wpakowałem. Peugeot 2008 też był w niego wyposażony i do dziś nie wiem jak złapał trakcje na takim lodowisku, jakim był wtedy podjazd przed moim domem.

     Citroen C4 Cactus prowadzi się bardzo dobrze, co zachęca do bardziej dynamicznej jazdy. Trzeba jednak pamiętać, że jest to auto podwyższone, także przed ostrzejszymi zakrętami należy trochę zwolnić. Nie sądzę, żebyście mieli problemy z parkowaniem. Oglądając zdjęcia można odnieść wrażenie, że samochód jest zdecydowanie większy, niż rzeczywiście jest, dodatkowo wersja RIP CURL jest wyposażona w czujniki parkowania i kamerę cofania, co ułatwia tą czynność.

      Jedyna rzecz, do której można się przyczepić w Citroenie to manualna skrzynia biegów. Nie chcę jej demonizować, ale odniosłem wrażenie, że ten samochód został zaprojektowany pod kątem skrzyni automatycznej, a później ktoś ją wycofał z oferty. Po pierwsze na ekranie, który zastąpił zegary, nie znajdziemy obrotomierza, dostaje się tylko wskazówki, kiedy należy zmienić bieg, po drugie, jeśli włoży się półlitrową butelkę Coli do jedynego uchwytu na kubek, jaki jest w aucie, nie da się wrzucić piątego biegu. Da się to przeboleć, ponieważ w drzwiach jest miejsce, żeby spokojnie włożyć nawet półtoralitrową butelkę wody, ale wydaje mi się, że wrażenia z jazdy byłby jeszcze lepsze, gdyby dało się kupić Cactusa z tą samą 6 biegową, bardzo dobrą, automatyczną skrzynią, jaka znalazła się w 2008. Zlikwidowałoby to tak naprawdę jedną rzecz, która mi się średnio w Citorenie podobała.

      Choć z drugiej strony, jeśli pogodzimy się z napojami małych rozmiarów, możemy się cieszyć pierwszą setką już 9,5 sekundach (według moich pomiarów – oficjalne informacje producenta 10,3 sekund). Niewielki trzycylindrowy silnik o pojemności 1,2 litra w połączeniu z niedającą pić dużą kawę, 5 biegową manualną skrzynią daje naprawdę dynamiczne wrażenia z jazdy. Dzięki niewielkiej wadze 1020 kilogramów samochód zachowuje się jak król miejskiej dżungli, a i na trasie można bez obaw poruszać się lewym pasem.

      Komfortowo ustawione zawieszenie z wygodnymi i podgrzewanymi fotelami powodują, że każdy następny kilometr pokonuję się z przyjemnością. Rozrywkę w trakcie jazdy zapewnia system uwieszony na środku deski rozdzielczej. Oprócz możliwości podłączenia telefonu i przesyłania z niego muzyki do głośników można na nim zobaczyć informacje o spalaniu, liczby pokonanych kilometrów oraz skorzystać z systemu Citroena łączącego się z internetem za pośrednictwem smartfona.

      Miałem problem z napisaniem podsumowania tego testu. Głównie dlatego, że duże zalety, jakie kryje w sobie ten samochód umiałem odkryć dopiero po tym, jak spędziłem z nim trochę czasu. Zwykle mam tak, że po pierwszych dwóch dniach kreuje mi się jasna opinia o aucie, a przez resztę czasu tylko utwierdzam się w swoim przekonaniu, szukając różnych małych rzeczy, na które można zwrócić uwagę w trakcie pisania. Tutaj sprawa miała się inaczej, opinia zmieniała się każdego dnia. Jednego podważałem sens jego istnienie z powodu braku obrotomierza i braku uchwytów na kubek, drugiego byłem zachwycony designem i tym jak rewelacyjnie działa układ kierowniczy. Wszystko to wyszło na dobre dla mojej opinii o Citroenie C4 Cactus. Będzie to pierwszy samochód, który będę polecał komukolwiek kto będzie zainteresowany kupnem crossovera. Ma nieoczywisty design, bardzo dobrze się prowadzi, a wnętrze jest jednym z milszych miejsc do bycia w środku, jakie zapewniają samochody tej klasy. Cactus jest po prostu fajny!

Peugeot 2008, czyli moje pierwsze spotkanie z Crossover’em.

      Moje wrażenia po tygodniu spędzonym z Peugeotem 2008 można określić jako pozytywne. Trudno mi go porównać do czegokolwiek innego. Należy do kategorii aut, którymi wcześniej nie miałem okazji jeździć. Z góry przepraszam, jeśli moje przemyślenia dotyczące Crossoverów wydadzą się komuś nudne. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że jest to dla mnie nowe doświadczenie, za co jestem bardzo wdzięczny Peugeot Polska, ale jednocześnie brak mi odpowiedniego porównania, żeby go rzetelnie ocenić. Zdecydowanie lepiej będę mógł się odnieść do tej kategorii aut po skończeniu mojego testu Citroena Cactusa C4, który będziecie mieli szanse przeczytać najpóźniej za dwa tygodnie.

      Pierwsza rzecz, o jakiej można usłyszeć w innych testach 2008’ki (i okazuje się, że jest to całkiem kontrowersyjna sprawa) to mała kierownica i rzeczywiście jest to sprawa, na którą zwraca się uwagę zaraz po wejściu do samochodu. Mnie w najmniejszym stopniu nie przeszkadzała, co więcej, wydaje mi się pozytywną cechą. Odnoszę wrażenie, że większość Crossoverów została stworzonych przede wszystkim do poruszania się po mieście. Dlatego to wszystko idealnie do siebie pasuje! Dobry układ kierowniczy połączony z niewielką rozmiarami kierownicą oznacza prostsze i przyjemniejsze przemiszczenie się po krętych uliczkach, podwyższone zawieszenie gwarantuje spokój podczas przejeżdżania przez miejskie nierówności i pod krawężniki, a napęd na przód to czysta oszczędność podczas budowy i eksploatacji pojazdu.

      Jest to niewielki Crossover, w którym można mieć problemy ze zmieszczeniem się na tylnych siedzeniach, jeśli z przodu usiądzie ktoś posiadający delikatnie ponad metr dziewięćdziesiąt wzrostu, na przykład ja. Choć siedząc z tyłu, za znajomym chcącym kupić ten model nie miałem problemu ze znalezieniem wygodnej pozycji. Fotele są bardzo wygodne, a zawieszenie komfortowo wyłapuje większość nierówności. Da się je poczuć, ale w najmniejszym stopniu nie przeszkadzają. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że była to jedna z bardziej komfortowych przejażdżek po kocich łbach obok Starego Miasta w Warszawie, jakie miałem, a przez długi czas miałem tam okazję jeździć wieloma limuzynami, które mimo tego, że luksusowe, gorzej radziły sobie z pojedynkiem dla zawieszenia, jaki jest taka nawierzchnia.

      Nie mam żadnych negatywnych uwag co do tego, jak Peugeot się prowadzi. Jest tak, jak być powinno, kierownica chodzi lekko, ale nie niebezpiecznie lekko, przy większych prędkościach nie trzeba się martwić o szybką zmianę pasa, czy wyjechanie poza drogę, jeśli jest się zmęczony. Natomiast w mieście niewielkie gabaryty auta i mała kierownica dają możliwość sprawnego przemieszczania się pomiędzy wąskimi uliczkami oraz parkowania bez większych zmartwień. Muszę się przyznać do swojej małej niekompetencji. Nie potrafiłem uruchomić systemu mającego samoczynnie parkować. Moje próby przetestowania jego działania zawsze odbywały się, kiedy miejsca wokoło były raczej skromne, w związku z czym system ich nie widział. Z kolei na dużych parkingach, za nim sobie przypomniałem o tym, że go posiadam, Peugeot już był na miejscu, a ja radośnie kupowałem bilet do kina.

      Motor, jaki znajdował się pod maską testowanego auta to 3 cylindrowy, wyposażony w turbosprężarkę, silnik o pojemności 1200 cm3 ,który w połączeniu z sześciobiegową automatyczną skrzynią biegów produkował 110 koni. Byłem bardzo ciekaw tego, jak ten silnik będzie się sprawował i muszę powiedzieć, że byłem pozytywnie zaskoczony. Mocy, nigdy nie brakowało, może nie jest to rakieta, ale na pewno nie będziecie mieli problemu z dynamicznym startem na światłach. Na pierwszą setkę trzeba trochę poczekać, bo aż 10,2 sekundy, ale w tak wygodnym i ładnym miejscu wcale to nie przeszkadza. Średnie spalanie w trybie mieszanym wyszło mi koło 8 litrów na 100 kilometrów. Jest to dobry wynik, patrząc na masę auta, która wynosi 1090 kilogramów.

      Zegary, które znajdują się w połowie deski rozdzielczej, mają na krawędziach ładne paski wydzielające niebieskie światło. Jeśli komuś przeszkadza, można je wyłączyć, jednocześnie nie wyłączając podświetlania samych zegarów, ja oprócz spróbowania czy tak można, nie czułem takiej potrzeby. Jest to jeden z tych akcentów, który bardzo mi przypadł do gustu. Tą samą niebieską poświatę można znaleźć na krawędziach panoramicznego dachu, jest to dodatkowa opcja, która powoduje, że w nocy niebieskie światło bardzo ładnie i nieinwazyjnie daje zobaczyć twarze współtowarzyszy podróży, a do środka spokojnie mieści się 5 dużych osób.

      Wnętrze to miłe miejsce do bycia w, aczkolwiek widać, że nie jest to segment premium. Zdecydowanie lepiej na tym tle wypada nowy Peugeot 3008. Deska rozdzielcza jest wykonana z dobrej jakości plastików, aczkolwiek po takich ekstrawaganckich zegarach i podświetlanym panoramicznym dachu spodziewałem się czegoś więcej niż niewielkiego dotykowego ekranu, a poniżej dwóch małych, niepozornych kontrolek do kontroli klimatyzacji. To chyba dobrze pokazuje, jaki jest ten samochód, skoro jedyna rzecz, do jakiej naprawdę potrafię się przyczepić to nudna deska rozdzielcza.

      System multimedialny to istotna sprawa w każdym samochodzie, żyjemy w czasach, gdzie zestaw słuchawkowy przez Bluetooth to rzecz oczywista. Za nim przez przypadek odkryłem, że Peugeot 2008 ma system Apple CarPlay, używałem przez kilka dni system natywny dostarczany przez markę i nie mam do niego żadnych negatywnych uwag. Jest bardzo intuicyjny, a podłączenie do niego telefonu nie zajmuje dłużej niż 15 sekund. Jakość muzyki z systemu audio była bardzo zadowalająca. Istnieje możliwość spersonalizowania odbioru dźwięków. Najbardziej wyrazisty dźwięk otrzymamy ustawiając system w opcji na kierowcę. Opcja ustawiona natywnie, czyli centralnie, nie gwarantuje tak dobrych doznań, jak w wyżej wspomnianej opcji.

      Reasumując, jest to miły, rodzinny samochód służący głównie do przemieszczania się po mieście, jednak nie poczujemy specjalnej niewygodny, wybierając się nim w dłuższą trasę. Wnętrze w wersji ALLURE jest wykonane perfekcyjnie, jakość plastików jest bardziej niż zadowalająca, a system multimedialny należy do jednych z bardziej intuicyjnych spośród tych oferowanych na rynku.

      Czy kupiłbym dwa tysiące ósemkę? Wydaje mi się miłym samochodem z doskonałym wyposażeniem, z ręką na sercu mogę go polecić wszystkim, którzy nie oczekują od samochodu, że będzie surowym, sportowym wehikulem, gdzie każda nierówność ma odbicie na zdrowiu kręgosłupa. Jeśli moje preferencje się zmienią skieruję się do znajomego salonu Peugeota i Citroena, żeby już po drodze zacząć się zastanawiać nad odpowiedzią na pytanie: Peugeot 2008 czy Citroen C4 Cactus?

Auto na dzika – Mitsubishi Outlander 2016

Mitsubishi Outlander 2016

Mitsubishi Outlander 2016

Byłem obrzydliwe podekscytowany na myśl o tym aucie. Nie dość, że miał to być mój pierwszy samochód z biura prasowego, to jeszcze – Mitsubishi. Będąc brzdącem nigdy nie byłem ich fanem, za to zawsze uważnie śledziłem jak doganiają moje ulubione Subaru. Tommi Mäkinen za kierownicą Lancera kilkukrotnie zdobywał lepsze czasy niż Colin McRae. Trudno o markę samochodową, która pobudziłaby bardziej moją wyobraźnie niż Mitsubishi. Niby zdawałem sobie sprawę, że samochód, który dostanę będzie SUVem z automatyczną skrzynią biegów. Jednak w najmniejszym stopniu nie przeszkadzało to mojej wyobraźni widzieć siebie za kierownicą samochodu, kiedy każdy pagórek to próba lotu, a każdą kałuże pokonuje się z prędkością co najmniej 120 km/h. Innymi słowy widziałem siebie w Outlanderze na odcinku specjalnym rajdu WRC.

Marzenia prysły, ale to, co dostałem i tak było rewelacyjne! Bardzo ładne i duże alufelgi zdobiły samochód z agresywnym grillem i dobrej jakości plastikami w kolorze czarnego fortepianu, dodatkowo reszta karoserii była w moim ulubionym czerwonym kolorze. Po wejściu do auta rozsiadłem się w wygodnych miękkich fotelach, a jakość plastików, oprócz tych tuż obok klamek, była bardziej niż zadowalająca w aucie tej klasy.

Mitsubishi Outlander 2016

Mitsubishi Outlander 2016

Samochód jest obszerny. Żaden z pasażerów z przodu i z tyłu nie powinien się skarżyć na niewygodę. Jednego dnia przewiozłem nim 7 osób i oprócz tych dwóch, które usiadły na siedzeniach w bagażniku wszyscy byli mile zdziwieni komfortem, jaki daje to auto. Jeden z kolegów porównał podróż na siedzeniu pasażera z wygodą S Klasy swojego ojca. Liczba schowków i miejsc na napoje jest satysfakcjonująca, bagażnik – olbrzymi i bez żadnego progu. Jeśli jeździcie na polowania albo macie znajomych, którzy w trasie muszą palić, oprócz zmieszczenia czterech walizek, pozostaje mała półka dla osoby niepalącej, aby mogła wygodnie usiąść i nie zmoknąć. Oczywiście ,jeśli rzeczywiście jeździcie na polowania, mierząc „na oko”, powinien zmieścić się dzik. Po złożeniu tylnych siedzeń może nawet i mały bizon. To jest naprawdę duży bagażnik.

SONY DSC

Mitsubishi Outlander 2016

Skrzynia biegów to klasyczny hydrauliczny sześciobiegowy automat. Można poczuć zmiany biegów , jeśli naprawdę się skupimy, jednak nie wpływa to na komfort jazdy. Zmiany są spokojne, ale nie flegmatyczne. Jednocześnie chcąc dostać dodatkową moc, wystarczy wcisnąć gaz do końca. Powstaje wtedy delikatny zryw, który spowoduje, że otulony w swój nowy ulubiony fotel, dostaniesz wystarczająco dużo mocy, aby dynamicznie wyprzedzać czy osiągać prędkości umożliwiające spokojne podróżowanie po autostradzie.

SONY DSC

Mitsubishi Outlander 2016

Mój bolid napędzał czterocylindrowy silnik diesla o pojemności 2,2 litra. Legitymujący się mocą 150 koni mechanicznych i momentem 380 Niutonometrów. W połączeniu z wyżej opisaną skrzynią spisuje się lepiej niż dobrze. Średnie spalanie w cyklu mieszanym to około 8 litrów, a na trasie z Warszawy do Gdańska udało się zejść o litr niżej. Przy włączeniu wszystkich udogodnień, jakie auto oferuje, wynik 7 litrów na 100 km nie jest zły. Należy pamiętać o wymiarach auta, a jest długie, bo ma prawie 4,7 metra i waży 1600 kg. Wyniki spalania są delikatnie wyższe od tych podawanych przez producenta, domyślam się, że aby je osiągnąć należy wejść w tryb ECO. Nie sprawdziłem. Nie lubię wszystkiego, co ma na sobie napisane Eco – kojarzy mi się z niszczonymi lasami i ginącymi zwierzętami. O ile milej na chwilę o tym zapomnieć?

SONY DSC

Mitsubishi Outlander 2016

Trochę unikam tematu prowadzenia. Nie jest złe, ale nie ma dużo wspólnego z wielkimi łopatkami do zmiany biegów wyjętych prosto z Ferrari albo Lamborghini, a właśnie takie znajdziemy tuż za kierownicą Outlandera. Duży, lekko prowadzący się SUV. Nie specjalnie czuć drogę na kierownicy, ale tak powinno być. Jest to jeden z czynników dzięki któremu wszyscy w samochodzie czują się bezpiecznie, a kierowca odnosi wrażenie, że wszystko ma pod kontrolą. Jazda po mieście to czysta przyjemność. Wydawałoby się, że samochód o takich wymiarach mógłby sprawiać problem w mieście, jednak nic bardziej mylnego. Widoczność jest rewelacyjna. Samochód testowy posiadał kamerę cofania, co trochę ułatwiało sprawę ze względu na prawie 3 metry auta za kierowcą, ale o braku czujników z przodu zdałem sprawę dopiero jak ktoś się mnie o nie zapytał. Wielkie lusterka i miękkie sterowanie powodują, że jest to jedno z przyjemniejszych aut do miasta. 

Nie jest to samochód, którym wybierzemy się na odkrywanie najlepszych górskich dróg w Europie, ale chyba nie o to w nim chodzi. W końcu hasło reklamowe to „Tame the City”, czyli w luźnym tłumaczeniu „Oswój Miasto”. Do tego celu jest rewelacyjne. 

Po spędzeniu tygodnia z tym autem, poleciłbym je wszystkim, którzy potrzebują dużego, praktycznego, bardzo komfortowego samochodu, w którym nie trzeba się martwić o to, czy ten krawężnik nie jest za duży. Gdybym miał troje dzieci, poważnie zastanowiłbym się nad tym autem. Nie dość, że zapewnione dla nich miejsce byłoby bardziej niż satysfakcjonujące. To dzięki ogromnej przestrzeni w bagażniku rodzic zawsze będzie gotowy przewieść wszelkiego rodzaju rzeczy. Zaczynając od wózka na dziecko, kończąc na miniaturowym wulkanie na kółko geograficzne.

Specyfikacja:

Model: Mitsubishi Outlander 2.2 4WD Auto Stop & Go (AS&G) Diesel 6MT

Silnik : 2.2 Diesel

Moc: 150 KM/3500 obrotów na minutę

Maksymalny moment obrotowy: 380 Nm /1750-2500 obrotów na minutę

Przyspieszenie (0-100km/h): 10.2 sek.

Maksymalna prędkość: 200 km/h

 

PART 2 – Spełniaj marzenia! – Alfa Romeo GT

                

SONY DSC

             Nienawidzę jazdy autostradą. Odkąd kupiłem Alfę unikam autostrad jak ognia. Wcześniej jeździłem ,między innymi, volvo V50, które na trasie sprawdzało się idealnie. Było wygodne i pakowne. Alfa? Jest wygodna, pakowna ,ale tylko wtedy, gdy wybieramy się na dwuosobowe wakacje.

             Jedynym problemem, który mi przeszkadza jest hałas w kabinie. Kiedy wskazówka prędkościomierza przekracza 120 km/h w kabinie robi się głośno. Nie przeszkadza to przy wyprzedzaniu na Polskich krajówkach, lecz jadąc autostradą dłużej ,niż 40 minut hałas zaczyna męczyć.

SONY DSC

            Typowy mankament dotyczący aut bez ramek szyb z tych czasów? Jadąc w okolicach prędkości maksymalnej hałas jest nie do zniesienia. Sytuację ratuje dobre seryjne nagłośnienie odtwarzacza płyt. W moim modelu przeprowadzono drobną modernizacje w postaci gniazda USB w schowku. Rozwiązuje to problem, który miałem w innych samochodach. Walające się płyty CD po aucie bardzo mi przeszkadzały. Mimo wielu schowków w GT nie ma miejsca, żeby je schować.

            Mimo przedniego napędu auto ma rewelacyjną przyczepności, przy całkiem niezłych osiągach. Bez wątpienia jest to zasługa sztywnego zawieszenia i doskonałych opon jakimi są Pirelli P. Zero. Mimo sporej wagi pokonywanie ciasnych zakrętów to sama przyjemności, niestety czasami niemożliwa bez łamania przepisów ;). Wspomniany w poprzednim akapicie , hałas, w mieście, przestaje być problemem. Po pierwsze, hałas nie doskwiera przy mniejszych prędkościach. Po drugie, cała moja koncentracja idzie w poszukiwania najlepszej rajdowej linii :). 

SONY DSC

             W erze ,kiedy na światłach częściej stajemy obok mercedesa A 45 AMG, niż obok Citroena C4, Alfa GT nie powala osiągami, jednak motor, jakim jest silnik 1.9 JTD, pozwala dzielnemu Coupe zwinne katapultować się spod świateł. Dba o to kontrola trakcji, warto jej nie wyłączać na mokrym asfalcie ,bo naprawdę potrafi trzymać moment obrotowy w bezpiecznych dla użytkownika ryzach.

Alfa GT

            Szczerze doceniam moją Alfę szczególnie kiedy wieczorem wybieram się na przejażdżkę po pustych ulicach. Ładnie wymuskana i nawoskowana robi wrażenie. Jest to furka z charakterem a o takie warto dbać!

 

Spełnij marzenia! – Alfa Romeo GT

SONY DSC

        Każdy chłopiec marzy o sportowym aucie. Chce poczuć się jak bohater filmu, w którym drogi są gładkie, słońce świeci cały rok, a czerwone światło jest tylko sugestią. Na tę okazję Alfa Romeo stworzyła, na początku XXI wieku, model GT. Włoski ogier, zaprojektowany przez słynne studio Bertone, nawet w 2016 roku nadal przyciąga wzrok na ulicach. 

SONY DSC

        Kiedy pierwszy raz usiadłem w kokpicie jako kierowca poczułem się jak w rasowym sportowym aucie. Siedziałem bardzo nisko, a głębokie usportowione fotele, wysunięte daleko w przód pedały, pełne, okrągłe zegary tylko podsycały to uczucie. Dodatkowo wnętrze należy do bardzo porządne wykończonych. W tym samochodzie można się zakochać nie przekręcając zapłonu.  

Alfa GT

        Zabawa zaczyna się kiedy wyjedziemy z garażu i nagle okazuje się że każde rondo, zakręt czy łuk chcemy pokonać szybciej i zwinnej. Alfa zachęca do tego typu zabaw, twarde zawieszenie robi robotę! Warto zainwestować i sprawić jej dobre ogumienie. Zapału do sportowego typu jazdy nie gasi nawet przedni napęd.

Alfa GT

Alfa GT

        Nie istotne którą wersję silnikową wybierzesz, nie przeszkadza też duża masa własna samochodu. Liczy się charakter i agresywny temperament który dostrzeże każdy sympatyk motoryzacji.

        Nasz dzielny samochodzik ma też wady, które widzimy podczas codziennej eksploatacji, porannych dojazdów do pracy i higieny o którą trzeba w tym samochodzie dbać. Twarde zawieszenie, atut w ciasnych zakrętach, w poniedziałkowym rytuale sprawia że pamiętamy każdy wybój pomiędzy naszym punktem A i B, nie ma w tym żadnej przesady ponieważ seryjne zawieszenie chce nam dogłębnie opisać każde łączenie asfaltu  i każdy wybój.

Alfa GT

        Posiadając Alfę GT musimy do przesady dbać o uszczelki w okolicach drzwi. Szyby automatycznie opuszczające się przy każdym otwarciu drzwi lubią miękkie gumy, a do mechanizmu często dostają się pył i piasek.

Alfa GT

        Mimo tego, że auto zostało wypuszczone ponad 13 lat temu, dalej jest to Coupe pobudzające wyobraźnie!

Tekst został napisany przez Aleksandra S. Ja tylko zredagowałem zredagowałem :).

Zapraszam do polubienia i śledzenia na instagramie – tam dziele się swoimi dokonaniami z Car Spottingu ;).